Magdalena Warchala: – Premiera „Rutki”, pana kolejnej powieści z cyklu kronik zagłębiowskich, zaplanowana jest jutro na Warszawskich Targach Książki. Możemy już uchylić rąbka tajemnicy? Jaka to książka?

Zbigniew Białas: – Zupełnie inna, niż początkowo planowałem. Chciałem napisać epicką powieść o Będzinie czasów II wojny światowej, ale okazało się, że temat jest tak rozległy, iż ginie mi w tym wszystkim główna bohaterka. Rutka to czternastoletnia żydowska dziewczynka z Będzina. Pisany i ukryty przez nią w 1943 roku dziennik ujawniła po 63 latach jej znajoma, pani Stanisława Sapińska. Rutka opisała w nim swoje przemyślenia, odczucia, relacje z rówieśnikami, pierwszą miłość. A wszystko tuż przed likwidacją będzińskiego getta, w którym mieszkała, i przed wywózką do Auschwitz, gdzie zginęła.

Dziennik Rutki, często mylnie nazywany pamiętnikiem, miał być punktem wyjścia dla większej historii, ale zapiski są tak skąpe, że ostatecznie zdecydowałem się napisać kameralną, zaledwie 130-stronicową powieść. Być może czytelnicy, których przyzwyczaiłem do dłuższych form, będą rozczarowani, ale nie chciałem wymyślać wydarzeń z życia Rutki. Starałem trzymać się tego, co o niej wiemy z dziennika i na podstawie źródeł historycznych, dotyczących losów żydowskiej ludności Zagłębia. Trzymałem się faktów, na tyle, na ile mogłem, a luki wypełniałem psychologią. Przyznam, że nie było mi łatwo wczuć się w sytuację czternastoletniej żydowskiej dziewczynki żyjącej w czasach wojny. Jednak Rutka wyłaniająca się z kart dziennika wydawała mi się, pomimo dramatycznej sytuacji, w jakiej się znalazła, bardzo podobna do współczesnych nastolatek.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej