Rozmowa z Tatsuyą Igarashim

Janusz Mincewicz: Jak pan trafił do Polski?

Tatsuya Igarashi: Mój przyjazd do Polski jest bezpośrednio związany z poznaniem mojej żony. W 2013 r. napisała do mnie Polka odbywająca praktykę w Tokio. Spotkaliśmy się po raz pierwszy w lutym 2013 r. Można powiedzieć, że była to miłość od pierwszego wejrzenia. Nigdy nie byłem zainteresowany obcymi krajami, nie umiałem angielskiego, jedynie japoński. Nie sądziłem, że to spotkanie odmieni moje życie o 180 stopni. Spotykaliśmy się jakiś czas, po czym Olga – moja przyszła żona – musiała wracać do Polski. Postanowiłem uzbierać pieniądze na podróż i przeprowadzić się do Polski. We wrześniu 2013 r., nie wiedząc, co mnie czeka, przyleciałem do kraju mojej ukochanej. Miałem wiele obaw, ponieważ Polska nie była krajem znanym Japończykom i nie wiedziałem, co mnie czeka.

Czy mała Dąbrowa Górnicza to dobre miejsce do życia dla mieszkańca wielkiego Tokio, jednego z największych miast świata?

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej