Kazimierz Szwajcowski jest legendą śląskiej policji. To on utworzył w Katowicach jednostkę do walki z przestępczością zorganizowaną, a potem stanął na czele Centralnego Biura Śledczego Policji, którym kierował w sposób bezkompromisowy. Udowodnił to, kiedy za rządów lewicy jego ludzie ujawnili, że prominentni działacze Sojuszu Lewicy Demokratycznej ostrzegli powiązanych z mafią partyjnych kolegów ze Starachowic o planowanej przeciwko nim akcji policji. W efekcie stanowisko stracił wtedy Zbigniew Sobotka, wiceszef MSWiA. Szwajcowskiego w zemście odwołano z funkcji szefa CBŚ i zesłano „na pożarcie” do Katowic.

Nieoczekiwanie generał w kilka miesięcy ze śląskiego garnizonu uczynił najlepszą jednostkę w kraju. Za pierwszych rządów PiS odwołano go ze stanowiska szefa śląskiej policji i mianowano rektorem Wyższej Szkoły Policji w Szczytnie. To była kara za niezależność, bo generał sprzeciwił się pomysłowi zwalniania z policji byłych funkcjonariuszy milicji.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej