Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Bez Franciszka Wszołka nie byłoby klubu sportowego o nazwie Zagłębie Sosnowiec. Wszołek był jego prezesem w okresie jego największej świetności – od roku 1962 do 1966. Piłkarze z Sosnowca zdobyli wtedy po dwa razy wicemistrzostwo i Puchar Polski, w 1964 roku byli też najlepsi w tzw. pucharze amerykańskiej Interligi.

Mieszkańcom Zagłębia trudno uwierzyć, że Wszołek z Sosnowcem zaczął mieć coś wspólnego dopiero tuż przed czterdziestką. Karierę działacza piłkarskiego zrobił jakby przy okazji, w czasach PRL-u był w województwie ważnym partyjnym dygnitarzem. Pochodzi z podkarpackich Gorlic. Na Śląsku pojawił się po II wojnie światowej. W 1945 roku był jedynym – jak twierdzi – polskim sztygarem w kopalni Ludwik w Zabrzu.

Z czasem został dyrektorem Kopalni Wujek w Katowicach, a jeszcze później dyrektorem naczelnym Dąbrowskiego Zjednoczenia Przemysłu Węglowego. Awansował dalej – był wiceministrem górnictwa, a potem przedstawicielem i tzw. kierownikiem resortu w Warszawie. Odpowiadał m.in. za polską naftę i gazownictwo. Był inicjatorem poszukiwań ropy na terenie Polski i pod dnem Bałtyku.

Z ministerstwa odszedł na początku lat 70., gdy dowiedział się, że jest dla niego szykowane miejsce w placówce dyplomatycznej w... Mongolii. W ramach protestu został taksówkarzem. Nie wiemy, czy jeździł wtedy fiatem 125p, ale opowieść o tym, jak pomógł sprowadzić do Polski linię produkującą to auto, jest przednia.

Wrzesień to czas na grzyby

Wszołek opowiada, że potrafił dogadać się z betonem partyjnym, a na pierwszym miejscu zawsze stawiał innowacje – tak w życiu, jak i biznesach, którymi zarządzał, a także w Zagłębiu.

– Po pierwszym miesiącu dyrektorowania w Dąbrowskim Zjednoczeniu Przemysłu Węglowego przyszła do mnie delegacja tak zwanych „starych działaczy komunistycznych”. Mieli oni w komitecie miejskim dla siebie całe jedno piętro i prowadzili tam nieustanne narady po 8-10 godzin dziennie. W sumie to teraz myślę, że to nie były narady, a kłótnie o to, jak wprowadzić w Polsce prawdziwy komunizm. Trzeba jednak przyznać, że ich głos bardzo się liczył – opowiada Wszołek, który dopiero wtedy pracował na zaufanie Edwarda Gierka, co z czasem pozwoliło mu zostać prezesem Zagłębia. 

Edward Gierek i Franciszek WszołekEdward Gierek i Franciszek Wszołek arch. rodzinne

– Pewnego dnia do moich drzwi zapukali panowie Suchojad, Bielecki i Zawadzki. Silna grupa. Jeździli do Moskwy na posiedzenia Kominternu [Międzynarodówka Komunistyczna powstała z inicjatywy Lenina – przyp. red.]. Mieli więc swoje prawa. Nie rozmawiali z sekretarką, tylko pięścią walili w moje drzwi. Kiedy usiedli przy biurku, rozpoczął się taki dialog:

– Dyrektorze naczelny, czy wy wiecie, kto ta Polska zrobił?

– Wiem.

– Kto?

– Wy.

– Dyrektorze naczelny, czy wy wiecie, dzięki komu wy siedzicie tu na tym stołku?

– Wiem.

– Dzięki komu?

– Dzięki wam.

– Dyrektorze naczelny, czy wy wiecie, że teraz jest wrzesień?

– Tak... w kalendarzu jest wrzesień.

– Czy wy wiecie, że we wrześniu trzeba jechać do lasu na grzyby?

– Plan jest dobry.

– Ale żeby jechać na te grzyby, to trzeba mieć autobus.

Wszołek z miejsca nacisnął guzik telefonu i zwrócił się do dyrektora transportu z poleceniem, żeby wybrał najlepszy autobus z najlepszym kierowcą w porządnym ubraniu, z czystą koszulą, który ma zabrać delegację do lasu na grzyby.

Komuniści chcieli jednak więcej:

– Dyrektorze naczelny, jak się jedzie do lasu na grzyby, to trzeba coś zjeść i wypić.

– Ile?

– My wyliczyli, że trzy tysiące złotych.

Wszołek dzwoni więc do kasjera, żeby ten zaraz w kopercie przyniósł 5 tys. zł z dyrektorskiego funduszu. Kasjer przyszedł z kopertą po trzech minutach.

– Coś jeszcze? – zapytał Wszołek.

– To wszystko – odpowiedzieli i wyszli. Wrócili jednak po kilku minutach.

– Coś jeszcze?

– Dyrektorze naczelny, chcemy wiedzieć, kto tu kogo w konia robi. My przyszli do was się powadzić, a wy, dyrektorze, wszystko nam załatwili. Nam coś nie pasuje. No co wy od nas oczekujecie?

– Zgodnie z prawdą odpowiedziałem, że oczekuję, że będą popierać moje pomysły dotyczące zmian technicznych w kopalniach. Poprawy bezpieczeństwa pracy, lepszego wydobycia. Właśnie takie rozmowy zjednały mi przychylność Edwarda Gierka oraz ministra Jana Mitręgi. To za ich sprawą zostałem w 1962 roku prezesem Zagłębia. Stawiałem wtedy na nogi klub, który miał za siedzibę kawałek walącego się baraku, a piłkarzom służyło za łaźnię betonowe koryto – opowiada.

Franciszek Wszołek na AkropoluFranciszek Wszołek na Akropolu arch.rodzinne

Węgiel za 5 milionów dolarów

Wszołek już jako prezes powołanego do życia w miejsce Stali Sosnowiec Zagłębia dalej pozostał człowiekiem przemysłu. Nie zapomniał o tym podczas wyjazdu do Juventusu Turyn.

– Wysłał mnie Gierek, który chciał, żebym z bliska zobaczył, jak zarządza się wielkimi klubami sportowymi. Na wyjazd szkoleniowy wybrano Juventus oraz Liverpool. W jednym i drugim klubie szkoliłem się po miesiącu. Zarówno we Włoszech, jak i w Anglii towarzyszyli mi polscy ambasadorowie. Po miesiącu pobytu w Turynie honorowy prezydent klubu, a zarazem właściciel Fiata – Gianni Agnelli – wydał uroczystą kolację, w której brali również udział ambasador z Rzymu oraz konsul generalny z Mediolanu. Podczas tej kolacji prezes Agnelli oświadczył, że chciałby – tak jak to było przed wojną – znowu produkować włoskie auta w Polsce. – Nie mamy na to dość dolarów – stwierdziłem. – Możemy się jednak dogadać – dodałem i zaproponowałem w zamian polski węgiel.

– Przekażemy wam węgiel o wartości 5 milionów dolarów, a wy za to uruchomicie w Polsce swoją linię produkcyjną – powiedziałem. Włoch przytaknął.

Po powrocie do Polski Wszołek zrelacjonował rozmowę wicepremierowi Eugeniuszowi Szyrowi. Rozmowy przeszły w działania i po kolejnych 18 miesiącach na warszawskim Żeraniu ruszyła pierwsza linia montażowa fiatów 125p. 

Piotr JaroszewiczPiotr Jaroszewicz Fot. Sławomir Sierzputowski / Agencja Wyborcza.pl

– Przy jej uruchomieniu brałem udział – jako „ojciec chrzestny”. Wicepremier Piotr Jaroszewicz przeciął połowę wstęgi, a ja drugą. I tak oto wyjazd po naukę, dla Zagłębia Sosnowiec, przyczynił się do tego, że fiaty 125p wyjechały na polskie drogi – uśmiecha się Wszołek.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.