Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przemysław Jedlecki: Minął rok od powołania Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Jaka należy się jej nota?

Arkadiusz Chęciński, prezydent Sosnowca: Poczekajmy jeszcze z ocenami i zróbmy wszystko, żeby przejmowanie kompetencji przez GZM było jak najbardziej płynne. Od 1 stycznia 2019 roku metropolia zajmie się komunikacją publiczną, ponieważ przejmie to zadanie od KZK GOP. To bardzo skomplikowane i niezwykle duże wyzwanie.

A jeśli chodzi o to, co się już wydarzyło, to warto podkreślić fakt, że choć metropolia działa krótko, to udało się załatwić sporo spraw. Wprowadzono wspólną taryfę, nieco obniżono ceny biletów okresowych, a dzieci i młodzież mogą na terenie całej metropolii jeździć bezpłatnie autobusami, tramwajami i trolejbusami. Lada chwila będzie autobus na lotnisko, który w przyszłości zostanie zastąpiony połączeniem kolejowym. Jest fundusz solidarności, który wspiera mniej zamożne miasta. Trwają też prace nad strategią rozwoju metropolii.

Wiadomo, że szef metropolii Kazimierz Karolczak negocjuje od jakiegoś czasy stworzenie w naszym regionie centrum badań nad dronami i ich rozwojem jako środka transportu przesyłek. Trzymam za to kciuki, ponieważ byłoby to ogromnym sukcesem i cały świat patrzyłby na to, jak w naszych miastach taki pomysł jest wprowadzany w życie. Generalnie pierwszy rok metropolii oceniam dobrze.

Mówił Pan, że nie chce, by powstał KZK GOP-bis. Tymczasem już dziś wiadomo, że składka miast na komunikację publiczną w przyszłym roku ma być wyższa i nie każdy prezydent chętnie się na to zgodzi.

– Wzrost składki dotyczy także Sosnowca, ale my łatwo na to się nie zgodzimy. Za wyższymi wydatkami musi iść zmiana jakości komunikacji publicznej. Musi zatem dojść do zmiany siatki połączeń i dogęszczenia tych linii, gdzie jest dużo pasażerów. Dziś jest czasem tak, że mimo uwag i sugestii z naszej strony autobusy wciąż jeszcze jeżdżą trasami, które ustalano nawet kilkadziesiąt lat temu – i to pomimo tego, że na przykład kopalń, do których dowożono pracowników, już dawno nie ma. W efekcie zamiast kilkudziesięciu osób wsiada tam zaledwie jedna, dwie lub czasem nikt. To bezsensowna strata pieniędzy. Tym wszystkim musi się zająć GZM. Musi mieć jednak dane, którymi dziś dysponuje KZK GOP. Proszę też pamiętać o tym, że centra przesiadkowe są dopiero w trakcie budowy, podobnie jest np. z buspasami, które powstały w centrum Sosnowca.

Mam jednak wrażenie, że część samorządowców traktuje metropolię jak ciało obce.

– Ci prezydenci, z którymi często współpracuję, są zwolennikami budowy metropolii. Czasem można odnieść wrażenie, że na jej sile nie wszystkim zależy w Katowicach. Katowice są jej ważnym ogniwem, ale czasem pojawia się odczucie, że nadal uważają się za najważniejsze miasto regionu i czasem trudno im zrozumieć, że wokół są inne, które też mają swoje ambicje i dokonania, oraz że rozwój całości jest możliwy tylko dzięki współpracy i dbaniu o to, żeby inwestycje pojawiały się w różnych miejscach. Musimy się tego nauczyć.

O rozwoju metropolii na całym świecie decyduje „szyna”. Bez szybkich połączeń kolejowych trudno zbudować dobry transport w mieście. U nas o kolei metropolitalnej tylko się mówi.

– Szczerze? Nie rozumiem tego. To fenomen, że największa aglomeracja w Polsce nie ma wyodrębnionej dla lokalnego ruchu kolei. Nie ma możliwości znalezienia w naszym kraju lepszej promocji dla kolei niż powstanie u nas kolei aglomeracyjnej. Nie obwiniam za to pracowników PKP PLK, którzy bardzo chcą, żeby taka linia powstała. Uważam, że to kwestia polityczna, to jedyne – jakby to dziwnie nie brzmiało – wytłumaczenie. Nie wierzę, że nie ma dla naszego regionu pieniędzy, skoro są np. na budowę kolei metropolitalnej w Szczecinie. Niczego nie umniejszając mieszkańcom Szczecina, to jednak metropolia to nie jest.

Dlaczego dla nas nie ma pieniędzy?

– To wina tego, że w rządzie nie ma nikogo ważnego z naszego regionu. Jedyny minister z terenu metropolii jest ministrem sportu. Uważam, że ostatnią osobą, która walczyła o pieniądze dla regionu, była wicepremier Elżbieta Bieńkowska. Wtedy można było powiedzieć, że województwo śląskie miało wpływ na to, co się dzieje w Polsce. Dziś nie ma kto walczyć o inwestycje w Zagłębiu i na Śląsku.

Czy w takim razie ma sens to, że GZM sam opracowuje koncepcję metropolitalną?

– Ma, ponieważ musimy być gotowi na to, że w pewnym momencie potrzebne pieniądze na inwestycję będą. Trudno wtedy nie mieć propozycji, jak taka kolej miałaby wyglądać. Zresztą nie ma nic gorszego niż siedzenie z założonymi rękami i czekanie, aż nam Warszawa coś da. Sami też możemy coś zrobić. Kuriozum tej sytuacji polega na tym, że politycy PiS w swych planach związanych z najbliższymi wyborami samorządowymi, w tym do sejmiku, obiecują kolej aglomeracyjną. Chciałem tylko przypomnieć, że to właśnie za rządów tej partii PKP PLK odłożyło ją w czasie z powodu braku pieniędzy.

Nie samą komunikacją Sosnowiec żyje. Ważny jest też sport. Jeden z sosnowieckich radnych uważa, że Sosnowca nie stać na planowany nowy stadion.

– Nie zgadzam się z tym. Ten radny od lat mówi, że nie stać nas prawie na nic. Niewiele brakowało, a kilka lat temu sam bym w to uwierzył. Na szczęście rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Zadłużenie Sosnowca wynosi około 200 mln zł. Dla porównania: nasz roczny budżet to prawie 1,1 mld zł. Nie mamy żadnego problemu ze spłacaniem rat i z bieżącymi inwestycjami.

Jaki jest pomysł na Zagłębiowski Park Sportowy? Dziś na razie wiemy, że jest projekt, jest spółka, która ma go realizować, ale nie wiemy np. o terminach budowy.

– To jest inwestycja, z której mieszkańcy będą korzystali przez kilka kolejnych dekad. Tak też było z obecnymi obiektami sportowymi. Mieliśmy sporo uwag i pytań na etapie projektowym, stąd też późniejszy termin dostarczenia dokumentacji. Zagłębiowski Park Sportowy to jednak nie tylko stadion, ale też hala sportowa i lodowisko. Każdy z tych obiektów ma pełnić nie tylko funkcje sportowe. Na stadionie czy hali będzie można zorganizować na przykład koncert. Zatem nie będzie to miejsce tylko dla kibiców i piłkarzy, ale dla wszystkich mieszkańców Sosnowca. To będzie ogromny kompleks, który ma kosztować ok. 200 mln zł. Dużo? Powiem, że więcej na inwestycje wydamy tylko w tym roku. To dowodzi tego, że stać nas na inwestycję, która będzie bardzo długo służyła mieszkańcom. Spółka szuka najlepszej formy finansowania inwestycji.

Jakie są możliwości?

– Początkowo myśleliśmy o tym, żeby pójść w stronę partnerstwa publiczno-prywatnego, ale rynek nie jest jeszcze na to gotowy. Dlatego rozpoczynamy rozmowy o finansowaniu częściowo budowy Zagłębiowskiego Parku Sportowego przez jeden z banków, który nieraz finansował tego typu projekty. Kredyt weźmie spółka, a nie bezpośrednio miasto. Doświadczenie uczy, że takie podmioty lepiej sobie radzą przy realizowaniu dużych, skomplikowanych inwestycji.

Od dłuższego czasu Sosnowiec inwestuje dużo w parki czy ogrody jordanowskie.

– W Sosnowcu zawsze było sporo miejsc, które przyciągały zielenią. Problem w tym, że część z nich z czasem podupadła. Na Stawikach brakowało ławek, a ścieżka dla pieszych przypominała fale Dunaju. Wiedzieliśmy, że trzeba je doprowadzić do takiego stanu, żeby ludziom to miejsce zaczęło odpowiadać. I tu muszę powiedzieć, że jestem zaskoczony tym, jak dużo osób tam przychodzi. Spodziewałem się, że po pracach w tym miejscu będzie ich więcej, ale tego, że będą tu tłumy, już nie. Podobnie było z parkiem w Kazimierzu Górniczym. Wielu mieszkańców powie, że przecież był „od zawsze”, że zawsze było tam np. minizoo. Ale po tym, jak powstał tam ogród jordanowski, okazało się, że przyjeżdża tam jeszcze więcej osób. Brakowało tu miejsca zabaw dla dzieci. W tej chwili trwa tam odbudowa amfiteatru oraz pobliskiego domu kultury, a w planie mamy oczyszczenie zbiornika wodnego na terenie parku. Dzięki temu Kazimierz Górniczy, który jeszcze niedawno kojarzył się z podupadającą poprzemysłową dzielnicą, staje się jednym z ciekawszych miejsc na mapie Sosnowca i jedną z lepszych atrakcji w regionie.

Innym przypadkiem, bo niemal spontanicznym, było stworzenie rolkowiska w parku Sieleckim. Mieliśmy tam problem z wymogami konserwatorem zabytków. Chcieliśmy remontować alejki, ale pojawiło się oczekiwanie, że mają mieć odtworzony historyczny przebieg. To okazało się trudne i skoro już mieliśmy pieniądze, to zaczęliśmy remontować inną część parku. Rozmawialiśmy z mieszkańcami, co można tu zrobić, zwrócono nam uwagę na brak rolkowiska, więc je wybudowaliśmy.

Co będzie się działo w Sosnowcu w najbliższych latach?

Przed nami ogłoszenie przetargu na przebudowę egzotarium oraz dwóch parków. To miejsce, które zna każdy sosnowiczanin. Najpierw chodziliśmy tam ze swoimi rodzicami i wycieczkami szkolnymi, a teraz odwiedzamy to miejsce z naszymi dziećmi. Przez te wszystkie lata nic się w tym miejscu nie zmieniło. Pora wreszcie, aby to miejsce odzyskało dawny blask.

Czeka nas również rewitalizacja centrum miasta. Nie mam na myśli tylko już zaplanowanych prac na placu przed dworcem. To o wiele szerszy pomysł. W planie jest remont miejskich kamienic, uruchamiamy program pomocy mieszkającym tu osobom, aby łatwiej było im znaleźć pracę, nowy zawód czy umiejętności. Nie jest sztuką odnowić same elewacje, a pominąć to, że trzeba też pomóc ludziom. Dlatego również na tym będziemy się skupiać. Dodatkowo myślimy o zamknięciu dla ruchu samochodowego osiedla przy ul. Warszawskiej, ale żeby kierowcy mieli gdzie parkować, chcemy wybudować parking przy Sezamie. W planie jest też przebudowa ulicy Małachowskiego wraz z torowiskiem. Z niecierpliwością czekamy na rozbudowę torowiska tramwajowego w Zagórzu, a także dobudowę drugiego toru wzdłuż ulicy Wojska Polskiego.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.