Państwo przez lata nie stworzyło solidnego programu wsparcia Górnego Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego. A dziś wożę ze sobą paszporty do Sosnowca - mówi prezydent Sosnowca.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przemysław Jedlecki: Sosnowiec przez lata zdawał się kryć w cieniu. Od paru lat jednak promujecie lokalną tożsamość.

Arkadiusz Chęciński, prezydent Sosnowca: Od razu powiem, że nie dotyczy to tylko Sosnowca i Zagłębia Dąbrowskiego, ale również miast Górnego Śląska. Były nie tylko marginalizowane, ale też przedstawiane jako nijakie miejsca. Działo się tak przez wiele lat, wszystko zaczęło się w PRL i przeciągnęło się przez kolejne lata. Dopiero ruchy oddolne, tworzone przez samych mieszkańców to zmieniły. Ludzie zaczęli się upominać o swoje. Zaczęli szukać tego, co ich tworzy, co ich odróżnia od mieszkańców innych części Polski. A gdy znaleźli już te cechy, poznali historię miasta, to zaczęli być z tego dumni. A my jako samorządowcy możemy w tym pomagać. Dlatego np. kilka lat temu postawiliśmy przy wjeździe do Sosnowca tablice z informację, że tu jest już Zagłębie Dąbrowskie.

A teraz rozdajecie paszporty do Sosnowca.

– Akcja nawiązuje do starych czasów, kiedy Sosnowiec był w zaborze rosyjskim, a Katowice były częścią Królestwa Pruskiego. Złośliwi do dziś mówią, że jak się jedzie do Sosnowca, to trzeba mieć paszport. My się nie obrażaliśmy, tylko postanowiliśmy to wykorzystać. W całej Polsce rozdajemy paszporty, które tak naprawdę są niewielkimi broszurkami z opisem rozmaitych atrakcji w mieście. To fajny gadżet, prosi o niego wiele osób z całej Polski. Dostajemy nawet listy z prośbą o przysłanie ich. Sam też wożę w bagażniku służbowego auta spory zapas. Zainteresowanie jest spore, ale nie planujemy wprowadzenia wiz. A mówiąc już zupełnie serio, to cała ta akcja kosztowała nas grosze, a ekwiwalent reklamowy możemy liczyć już w setkach tysięcy złotych. Zadziałały emocje i przywiązanie do miasta. Bardzo się z tego cieszę.

Kazimierz Kutz powiedział kiedyś, że przemysłowa część województwa śląskiego jest wciąż traktowana jak kolonia. Być może ten widoczny zwrot ku lokalnej tożsamości jest odpowiedzią na poczucie krzywdy?

– Coś w tym jest. Kiedy likwidowano huty i kopalnie w naszej części województwa, to tak naprawdę mieszkańców i samorządowców zostawiono samemu. Musieliśmy radzić sobie z upadkiem przemysłu, szukać nowych inwestorów, pomysłów na poprzemysłowe tereny. Budowaliśmy miasta niemal od nowa. Najgorsze, że państwo przez te wszystkie lata nie było w stanie stworzyć solidnego programu wsparcia Górnego Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego. Były różne programy, które ogłaszały kolejne rządy, ale tak naprawdę był to zlepek kolejnych pomysłów, często powtarzanych. A nasz region powinien dostać konkretne pieniądze. Tego nie było i nie ma. A dziś miasta i miasteczka wschodniej Polski wyglądają o wiele lepiej niż niejedno śląskie i zagłębiowskie miasto. Nie ma zrozumienia dla naszych problemów.

Jak to nie ma?

– Nie ma. Kiedyś zapytałem premiera Mateusza Morawieckiego o to, dlaczego nie ma pieniędzy na uporanie się z terenami pokopalnianymi, na robotnicze dzielnice. Powiedziałem, że nie chodzi o pieniądze na nowe drogi i piękne hasła, ale konkretne działania, które poprawią życie ludzi.

I?

– Że jak zwykle za dużo chcemy. Potraktowano nas tak jak wiele razy wcześniej. Dla mnie to nie do przyjęcia. Rząd nas lekceważy przy każdej okazji. Weźmy np. walkę ze smogiem. Niby rząd chce lepszego powietrza, ale spółki skarbu państwa, które powinny wprowadzać centralne ogrzewanie do mieszkań, teraz zaczęły się wycofywać z inwestycji. Dla mnie to niezrozumiałe. Zwłaszcza że de facto robi to państwo. Może dlatego, że chodzi o projekt przygotowany za rządów PO-PSL?

Premier Mateusz Morawiecki jest jedynką PiS w Katowicach. Może coś obieca?

– Problem polega na tym, że jeszcze nie słyszałem o żadnych konkretach dla województwa. Jeździ po regionie, widzę, jak odwiedza kolejne miasta. Pewnie chce nas w ogóle poznać.

Z kolei do Koalicji Obywatelskiej, także w naszym województwie, dołączyli samorządowcy. Dlatego że to ostatnia część władzy publicznej, której PiS jeszcze nie zdominował?

– Rząd PiS zabiera nam pieniądze albo daje ich za mało. Dla mnie to niemal otwarta wojna i pokazywanie tego, kto tu rządzi. Do tego dochodzą jeszcze wypowiedzi, które mają na celu podważenie pozycji samorządów. Słyszę np. wypowiedzi, że na oświatę dostaliśmy mnóstwo pieniędzy, choć tak naprawdę wciąż jest ich za mało. Jednocześnie w prorządowych mediach pokazuje się przeludnioną po „deformie” edukacji szkołę i mówi, że jeśli tak jest, to jest to wina samorządu. A przecież stanęliśmy na głowach, by ratować sytuację. Jasne, że problemy są, ale to przecież nie my zrobiliśmy bałagan. Dlatego musimy się bronić przed tego typu zarzutami.

Kolejna teza: samorządy są przeciwko obniżaniu podatków.

– Bzdura. Jesteśmy za niskimi podatkami. Nie mam z tym żadnego problemu. Tylko jak ktoś obniża podatki, to niech obniża za swoje, a nie za cudze. A tak jest w przypadku obniżki podatku PIT. Rząd wyciąga od nas pieniądze, ale tak naprawdę wyciąga je nie ode mnie jako prezydenta, ale mieszkańców, którzy nie będą mogli mieć np. nowego chodnika czy placu zabaw, bo pieniędzy braknie. Najlepiej zatem byłoby oddzielić wpływy podatkowe na podatek centralny, państwowy oraz podatek lokalny. I tego niech rząd nie rusza bez zgody prezydentów.

Mam wrażenie, że coraz więcej mieszkańców ma poczucie własności miasta.

– Widzę to. Ale zmienił się też sposób zarządzania miastami. Prezydenci i urzędy chętniej się kontaktują z mieszkańcami, bo mamy nowe narzędzia. To internet i portale społecznościowe. Ja sam nie chowam się w domu i gabinecie. Spędzam czas w kawiarni, idę na mecz piłki nożnej czy siatkówki. Jestem na koncercie i festynie szkolnym. A tam rozmawiam z mieszkańcami. To są naturalne spotkania, nie ma tu jakiegoś PR-u. Ludzie są po prostu wtedy bardziej otwarci i mówią wprost o problemach na swojej ulicy. I zwykle okazuje się, że ten problem można rozwiązać już na miejscu. Tak samo zachowują się nasi urzędnicy. Tu nie ma murów i zamykania drzwi. Efekt jest taki, że to mieszkańcy jeszcze mocniej niż kiedyś czują się gospodarzami miasta. A my jesteśmy dla nich dostępni praktycznie przez całą dobę, ponieważ tak działa internet.

A może sposobem na wzmocnienie miast byłby Senat jako izba samorządowa z prezydentami w składzie?

– To bardzo dobry pomysł. Myślę, że Senat tylko by na tym zyskał. Miałby kto podpowiadać posłom, jakie prawo należy tworzyć. Wójtowie, burmistrzowie oraz prezydenci to naprawdę eksperci. To samorządy tak naprawdę zbudowały nasz kraj po 1989 roku, a nie ten czy inny premier. Dziś jednak posłowie wręcz świadomie przyjmują przepisy wątpliwe pod względem zgodności z konstytucją. Ważne jest to, żeby nie przechodzić nad tym do porządku. Może warto też w końcu dokończyć reformę samorządową. Może wojewodowie nie są już nam potrzebni, skoro mamy silnych marszałków? Być może warto też przemyśleć istnienie powiatów? Boję się tylko, że obecna władza nie chce stawiać na wzmocnienie samorządów. Ale jestem dobrej myśli i wierzę, że w przyszłym roku będziemy świętować 30. urodziny samorządów. Mam nadzieje, że to nie będą smutne obchody opowiadające o tym, że dobrze w samorządach to już było…

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
To zawsze był region do "wysysania". Na odbudowę Warszawy rozbierano śląskie mury. Dobrze, że ten przemysłowy region się scalił jako Śląsko-Dąbrowski i niech mądrze walczy o swoje! A do czego mu potrzebny jakiś obcy premier? Ni ma tam swoich do wybrania?
już oceniałe(a)ś
10
1
Zagłębie, zwłaszcza Sosnowiec, bardzo zmieniło się na lepsze w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Po zmianie ustroju wszystko tam ?siadło?. Niewiele się buduje (wystarczy przejrzeć statystyki GUS), miasta zamierają.
A wschodnia Polska, zwłaszcza Podlasie i Podkarpacie, rozkwita. Ludzie radzą tam sobie z trudnościami.
Na drugim biegunie jest wieś dolnośląska i lubuska, zwłaszcza na Podsudeciu; to obraz nędzy i rozpaczy.
już oceniałe(a)ś
3
2