Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- Nie wiem, jak dziękować wszystkim, którzy nas wsparli, za ogromny dar serca. Dziękuję za każdą złotówkę i za każdą formę pomocy - mówi wzruszony Kamil Furman, tata Marianny.

Na początku zbiórka szła opornie, a potem zaczęły dziać się cuda

Marianka od urodzenia miała problemy ze zdrowiem: u dziewczynki zdiagnozowano zespół DiGeorge'a, którego objawami są m.in. obniżona odporność i problemy z sercem.

W sierpniu Mania zaczęła skarżyć się na ból głowy, potem doszedł chwiejny chód i wymioty. Okazało się, że to bardzo agresywny nowotwór typu AT/RT. Mimo prób wycięcia, guz bardzo szybko odrósł i ma obecnie 6 centymetrów. Z uwagi na problemy zdrowotne Mania nie może być leczona terapiami oferowanymi pacjentom w Polsce i Unii Europejskiej. Jedyną nadzieją jest szpital w Ohio, ale transport, leczenie i rehabilitację wyceniono na ponad 3 mln zł. W tej sytuacji rodzice zdecydowali się na publiczną zbiórkę.

- Początki były bardzo trudne. Wpłaty spływały powoli, mieliśmy wątpliwości, czy uda nam się pomóc córce. Potem jednak zaczęły dziać się cuda i wszystko przyspieszyło. Dziękuję wszystkim osobom, które nagłaśniały naszą zbiórkę, które moderowały licytacje, organizowały kiermasze i wydarzenia oraz zachęcały innych do wpłat. Udało się dzięki wam - podkreśla Kamil Furman.

Według informacji z portalu siepomaga.pl zbiórkę dla Marianki wsparło do tej pory ponad 85 tys. osób.

Mania i jej rodzina spędzą w USA pół roku

Nim udało się zebrać potrzebną kwotę, przyszła wiadomość ze szpitala w USA, że koszty leczenia i rehabilitacji mogą być wyższe, niż początkowo oszacowano. Bez problemów udało się jednak zebrać także dodatkowe pieniądze.

- We wtorek otrzymaliśmy potwierdzenie ze szpitala i od koordynatorki naszej zbiórki, że 3,5 mln zł to wystarczająca suma, aby zrealizować terapię Marianki. Pomógł też niższy kurs dolara - mówi sosnowiczanin.

Teraz rodzice dziewczynki sporo czasu poświęcają na załatwianie formalności i organizację pobytu w Stanach Zjednoczonych, gdzie spędzą ok. 6-7 miesięcy. Tyle ma trwać leczenie i rehabilitacja córki. Do załatwienia jest m.in. specjalny samolot medyczny, wizy dla rodziny i kwestie pobytu w USA.

- Z konsulatu otrzymałem informację, że postarają się o wizy w trybie przyspieszonym. Mania poleci najprawdopodobniej transportem medycznym z mamą. Aparatury na pokładzie takich samolotów jest tyle, że miejsca wystarcza na bagaż podręczny, więc ja polecę samolotem rejsowym - mówi tata Marianki.

Wciąż można wspierać leczenie i rehabilitację Mani z Sosnowca

- O profesorze, który ma leczyć Manię, mówi się, że na terapię dzieci lecą do niego transportem medycznym, a wracają samodzielnie, wsiadając już do zwykłego samolotu. Wierzę, że tak będzie i w przypadku naszej córeczki - dodaje.

Dziewczynka przechodzi obecnie chemioterapię, zaś w przyszłym tygodniu przejdzie badania rezonansem magnetycznym i biopsję, aby ocenić jej stan zdrowia i efekty obecnego leczenia. Rodzice liczą, że wszystkie sprawy uda się sfinalizować do początku kwietnia.

Zbiórka na portalu Siepomaga.pl zgodnie z planem trwać będzie do końca marca. Tata i mama Marianny zaznaczają, że dodatkowe środki przeznaczą na opiekę specjalistów i rehabilitację potrzebną po leczeniu.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.