Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Z powodu zagrożenia koronawirusem 11 marca Robert Kleszcz, dyrektor Zakładu Poprawczego i Schroniska dla Nieletnich w Zawierciu wprowadził w placówce zakaz odwiedzin. Następnego dnia wstrzymał dziewczętom przepustki. Wychodzić na zewnątrz mogą tylko te, które pracują. W placówce zapanowała smutna atmosfera. Ale tylko na chwilę. Cztery dni później dyrektor zobaczył na Facebooku post z informacją, że Szpital Powiatowy w Zawierciu, w którym leczeni są pacjenci z koronawirusem, potrzebuje maseczek, w związku z czym poszukiwani są ochotnicy do ich szycia. – Pomyślałem, że przecież mamy w placówce warsztaty krawieckie, w których kilka dziewczyn przyucza się do zawodu krawcowej. Przy naszym zakładzie działa też Fundacja „Żyć na nowo”, która mogłaby kupić nam tkaniny. Napisałem więc na Facebooku, że szukam hurtowni, która na szybko mogłaby sprzedać nam zapas materiału – mówi dyrektor Kleszcz.

Dziewczyny czują się potrzebne

Jego post został udostępniony przez 2 tysiące internautów. Wkrótce rozdzwoniły się telefony od firm i osób, które zamiast sprzedawać, chciały zasponsorować poprawczakowi tkaniny. Wspólnie z pracownikami szpitala ustalono, z czego i jak mają być szyte maseczki. Zdecydowano się na płótno i filtr z flizeliny. Na twarzy maseczkę utrzymywać ma gumka.

Jako pierwsze materiały dostarczyły spółka Aluron i klub kibica drużyny siatkarskiej Aluron Virtu CMC Zawiercie. Justyna Wesołowska, radna miejska, podarowała do pracowni dodatkową maszynę do szycia.

Do wspólnego szycia zgłosiło się 30 dziewczyn, czyli około 2/3 wychowanek. Praca pochłonęła je bez reszty. Do maszyn siadają po lekcjach, bo zajęcia w przyzakładowej szkole, podobnie jak w szkołach przy innych poprawczakach, nie zostały zawieszone. Praca wre nawet w soboty. – Dziewczęta czują, że robią coś potrzebnego, ważnego. Wiele z nich pochodzi z rodzin, w których były zaburzone relacje. Także z rówieśnikami często nie mogły nawiązać nici porozumienia. Odkąd zaangażowały się w szycie, nie ma żadnych konfliktów ani kłótni, a dziewczyny czują dużą satysfakcję z tego, co robią – mówi dyrektor Kleszcz.

Przez pierwsze dwa dni dziewczętom udało się uszyć 448 maseczek. Teraz gotowych mają już ponad 3,7 tys. Przeważająca większość trafia na bieżąco do Szpitala Powiatowego w Zawierciu. 400 maseczek dostała też stacja Pogotowia Ratunkowego, sto – Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej w Porębie, a 50 - schronisko dla bezdomnych w Zawierciu.

Zabrakło gumek i nici

Tydzień temu pojawił się pomysł, by dziewczyny, oprócz maseczek, szyły także fartuchy ochronne dla szpitala. Od tego czasu udało się uszyć ich już 41. Materiały na bieżąco dostarczają mieszkańcy i lokalni przedsiębiorcy. Na przykład hotel Villa Verde przekazał na fartuchy 200 kompletów pościeli, a Stowarzyszenie Jurajskich Motocyklistów – 221 metrów bawełny.

Fundacja „Żyć na nowo” przyjmuje również datki na zakup materiałów. Pieniądze można przelewać na konto o numerze 90 1050 1591 1000 0023 4158 5863 w tytule przelewu wpisując „na szycie maseczek dla Szpitala w Zawierciu”. Każdy grosz się liczy. Aktualnie zabrakło gumek i nici.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.