Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dąbrowa Górnicza buduje centra przesiadkowe, nowe drogi rowerowe, wkrótce też rozpoczną się remonty torowisk tramwajowych. W mieście zmieni się też siatka połączeń autobusowych. Wszystko po to, żeby miasto stało się bardziej przyjazne pieszym oraz rowerzystom i łatwiej było się po nim poruszać bez samochodu.  

Kilka dni temu zorganizowaliśmy na ten temat "Miasta Idei". Chcieliśmy poznać oczekiwania mieszkańców wobec dalszych inwestycji i zmian. Dużą część rozmowy poświęciliśmy sytuacji pieszych w Dąbrowie Górniczej. Zapytaliśmy, jak im się chodzi po mieście? - Wcześniej dużo jeździłam samochodem, ale teraz mam wnuki i częściej spacerowałam. Dzieci były w wózku. Przekonałam się, że część chodników wymaga remontów. Słabo są też oznakowane przejścia dla pieszych - mówiła nam jedna z mieszkanek.   

Inny głos dotyczył dostępności przystanków. Część mieszkańców skarżyła się, że są miejsca, gdzie ich brakuje. Sugerowali, że wystarczałby przystanek na żądanie, by bez powodu nie zwalniać przejazdu autobusów. Padło też pytanie, czy na niektórych szerokich ulicach nie da się wyznaczyć buspasów.   

Mieszkańcy Dąbrowy chcą likwidacji przejść podziemnych dla pieszych

Emocje wzbudziła kwestia przejść podziemnych dla pieszych. Mieszkańcy chcą, żeby w miarę możliwości, stopniowo je likwidować. Ich zdaniem przejścia w poziomie ulicy są o wiele wygodniejsze, a poza tym tańsze w utrzymaniu. - Jeżeli tunelu pod drogą nie da się gdzieś zlikwidować, może warto u góry zrobić przejście dla pieszych dla osób, które mają problem z chodzeniem po schodach. Widziałem takie rozwiązanie w Grecji - mówił jeden z mieszkańców.   

Mieszkańcy Dąbrowy Górniczej chwalą też budowę wyniesionych przejść dla pieszych i chcą więcej takich inwestycji. - Fizyczna przeszkoda działa najlepiej na zbyt szybko jadących kierowców - podkreślali. Uznali, że dobrą propozycją ze strony władz miasta jest także plan budowy wspólnych przystanków autobusowo-tramwajowych, by ułatwić przesiadki pasażerom.   

Rozmawialiśmy też o tym, jak można poprawić komunikację publiczną na terenie Dąbrowy Górniczej. W tej sprawie dyskusję zdominowała kwestia połączenia centrum miasta z najbardziej odległymi dzielnicami oraz połączeń między nimi. Zdaniem jednego z naszych rozmówców interwencji wymaga np. połączenie Strzemieszyc z Gołonogiem. - Ale można też myśleć o przesiadkach w centrum. Ważne jednak, by były one wygodne i bez długiego czasu oczekiwania - podkreślali uczestnicy warsztatów. 

Potem rozpoczęła się debata. Wzięli w niej udział: Marcin Bazylak, prezydent Dąbrowy Górniczej, Tomasz Tosza, zastępca dyrektora Miejskiego Zarządu Dróg i Mostów w Jaworznie, Aleksander Uszok, miejski aktywista, Piotr Drygała, aktywista i urzędnik zajmujący się partycypacją społeczną oraz Marcin Domański z Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Dyskusję poprowadził Przemysław Jedlecki, dziennikarz “Wyborczej”. Wspólnie z naszymi gośćmi dyskutowaliśmy o tym, jakie przemiany komunikacyjne czekają Dąbrowę Górniczą i jak na tym zyskają mieszkańcy. 

Transport po Dąbrowie musi być komfortowy nie tylko dla użytkowników aut

Prezydent Marcin Bazylak przyznał, że jednym z największych wyzwań miasta jest zapewnienie możliwości efektywnego poruszania się po Dąbrowie Górniczej tym mieszkańców, którzy nie chcą lub nie mogą korzystać z samochodu. Dodał, że obecnie w mieście takiego komfortu nie ma. - Mamy doskonałe warunki do poruszania się po Dąbrowie Górniczej samochodem. Niektórzy dążą wręcz do tego, żeby załatwić większość swoich potrzeby, bez wysiadania z auta. Ale żeby poziom jakości życia w mieście wzrósł, powinniśmy te warunki zmienić. Dlatego inwestujemy w centra przesiadkowe, planujemy zmiany infrastrukturalne w transporcie kolejowym, autobusowym i tramwajowym - mówił Bazylak. Jego zdaniem musi się także zmienić siatka połączeń autobusowych. To warunek konieczny, by usprawnić poruszanie się po mieście.

- Siatka połączeń jest dzisiaj taka sama jak 40 lat temu, a nasze miasto się jednak zmieniło, przestało być sypialnią. Pojawiło się wiele nowych miejsc pracy i przestrzeni, w których ludzie spędzają czas. Trasy autobusowe tego nie uwzględniają, przez co wiele połączeń jest nieefektywnych. Z niektórych dzielnic Dąbrowy trudno się wydostać bez samochodu, ludzie zaczynają się denerwować, bo są wykluczeni transportowo. Marzę, by transport publiczny umożliwiał przedostanie się z punktu A do punktu B w 20 minut, maksymalnie z jedną przesiadką - przyznał prezydent. 

Siatka połączeń autobusowych wymaga zmian

- Dlaczego przez wiele lat siatka połączeń w śląskich i zagłębiowskich miastach się nie zmieniała? Można to porównać do kabla od słuchawek, który się plącze i skręca. Zaczyna się od jednego supła, a kończy na totalnym bałaganie. Dopiero gdy nie jesteśmy już w stanie skorzystać ze słuchawek, próbujemy wszystko rozplątać. Tak było z transportem publicznym. Po przemianach roku 1989 roku zachłysnęliśmy się motoryzacją i ruchem samochodowym, władze miast często pomijały transport publiczny. Dopiero kolejne pokolenie zaczęło dostrzegać problem - mówił Marcin Domański. 

Dodał, że największym ryzykiem przy zmianie siatki połączeń jest utrata klientów przyzwyczajonych do dotychczasowych tras. - Znaczniej trudniej pozyskać nowych pasażerów. W Dąbrowie Górniczej to zadanie będzie trudne ze względu na strukturę gminy, bo to tak naprawdę dwa miasta, przedzielone hutą. Na 20 proc. powierzchni Dąbrowy żyje aż 90 proc. populacji miasta. W tej części postulat z 20-minutowym dojazdem do innych dzielnic jest jak najbardziej możliwy do zrealizowania - przyznał Domański. 

Miastem w województwie śląskim, które w ostatnich latach przeszło transportową metamorfozę jest Jaworzno. Usprawniono tam m.in. komunikację publiczną. Tomasz Tosza zalecał, by zmiany  przeprowadzać stopniowo. Zbyt radykalne działanie może wywołać konflikt społeczny. - Mieszkańcy mają swoje przyzwyczajenia transportowe, trzeba im dać czasu, żeby przyzwyczaili się do zmian. Nie powinno się zlikwidować 30 proc. miejsc parkingowych w centrum miasta w rok. Lepszym rozwiązaniem jest rozłożenie tego procesu na dekadę i pozbywanie się każdego roku 3 proc. takich miejsc. Efekt będzie taki sam, ale nie sprawi, że ludzie się zbuntują - powiedział Tosza. 

Zmiany w transporcie publicznym tylko pod okiem naukowców

Efektem zmian komunikacyjnych w Jaworznie jest też m.in. fakt, że w ciągu ostatnich czterech latach dwukrotnie odnotowano tam 20-miesięczne okresy bez śmiertelnych wypadków na drogach. - To efekt zmian transportowych, ale także urbanistycznych. Wprowadziliśmy hierarchizację ulic, żeby ruch samochodowy odbywał się z dala od miejsc, gdzie toczy się miejskie życie i żeby w te miejsca dojeżdżały autem tylko te osoby, który tam mieszkają - przyznał Tosza. - Ważne, aby przy zmianach dotyczących poruszania się po mieście kierować się przede wszystkim sugestiami naukowców. Potrzebna jest rzetelna i fachowa wiedza, bo ruch drogowy składa się z wielu paradoksów. Władze miast nie mogą kierować się intuicją. 

Zdaniem Aleksandra Uszoka większość rozmów o mobilności dotyczy dziś przede wszystkim planów usprawnienia transportu po mieście, natomiast zupełnie pomija się rozmowy o ewentualnej redukcji potrzeby przemieszczania się mieszkańców. - Jednym z czynników, który generuje potrzeby transportowe mieszkańców jest tworzenie w mieście różnych "stref". Żeby mieć kontakt z kulturą, trzeba dziś pojechać do Strefy Kultury, bo nie ma odpowiedniej oferty kulturalnej w swojej okolicy, z kolei podróż do pracy to coraz częściej jazda w kierunku stref ekonomicznych. W bardzo niewielkim stopniu wykorzystujemy natomiast potencjał poszczególnych dzielnic. To sytuacja, która występuje w wielu miastach naszej aglomeracji - zauważył Uszok. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.