Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przemysław Jedlecki: W Dąbrowie Górniczej trwa budowa dróg, parkingów, przebudowa torowisk. Po co to wszystko?

Marcin Bazylak, prezydent Dąbrowy Górniczej: Zmiany wprowadzamy po to, żeby móc łatwiej poruszać się po mieście i żeby wszyscy mieszkańcy mieli dobry dostęp do jego funkcji. Brzmi to banalnie, ale taka jest prawda. Dotyczy to również naszego „okna na świat”, jakim jest dworzec kolejowy. Od lat mieliśmy z nim problem, a w zasadzie z jego brakiem.

Ludzie mówili, że to antywizytówka miasta.

- I mieli rację, choć to nie my doprowadziliśmy budynek do ruiny. Racji nie mieli ci, którzy mówili, że wystarczy go tylko wyremontować. Niebawem dworzec zostanie odnowiony, ale stanie się też częścią centrum przesiadkowego i nowego układu komunikacyjnego. Zdajemy sobie też sprawę, że stworzenie infrastruktury to tylko połowa sukcesu. O wiele trudniejsze zadanie to przekonanie mieszkańców do porzucenia samochodów i przesiadki do transportu zbiorowego.

Dworzec w Dąbrowie GórniczejDworzec w Dąbrowie Górniczej Fot. Dawid Chalimoiuk/Agencja Gazeta

Dlaczego to takie trudne?

- Boli mnie to, że mieszkamy w gęsto zaludnionej konurbacji, a wszędzie jeździmy samochodami. Stało się tak, ponieważ przez wiele lat komunikacja i sposób jej funkcjonowania niemal w ogóle się nie zmieniły. Trudno powiedzieć, dlaczego tak się działo. Być może dlatego, że każda zmiana wymaga wizji, planu oraz przede wszystkim determinacji, by wprowadzać je w życie.

Mam czasem wrażenie, że KZK GOP, był dla władz niektórych miast wygodnym pretekstem, by nic nie robić. A samo KZK GOP było impregnowane na zmiany.

- W moim odczuciu mieliśmy komunikację publiczną, ale nie mieliśmy polityki mobilności. KZK GOP powstał lata temu, aby przejąć zadania po państwowych spółkach, utrzymać zatrudnienie oraz funkcjonowanie transportu publicznego w regionie.

Być może było to dobre na początek jako plan na ratowanie komunikacji publicznej po transformacji, ale już dawno przestało to wystarczać. Dzisiaj kluczem jest funkcjonalność i użyteczność. Oczywiście przy zachowaniu pełnej świadomości, że niesie to za sobą koszty, ale uważam, że komunikację należy traktować jako inwestycję, a nie wydatek.

Marcin Bazylak, prezydent Dąbrowy GórniczejMarcin Bazylak, prezydent Dąbrowy Górniczej Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta

Dzięki inwestycji w organizację transportu publicznego mamy szansę zwiększyć mieszkańcom dostępność do usług rozlokowanych w różnych częściach miasta czy regionu. Nie przy każdym osiedlu czy bloku jest basen, kawiarnia lub kino. Jeśli uda nam się doprowadzić do sytuacji, w której, aby dotrzeć to wszystkich tych miejsc, mieszkańcy nie będą potrzebowali samochodu, będziemy mogli mówić o prawdziwej mobilności.

Przez wiele lat nikt się tym nie przejmował. Krytyka była zbywana.

- Trudno mi się do tego odnieść. Dla mnie pracodawcą i klientem zarazem są mieszkańcy Dąbrowy Górniczej. Choć dużo mówię, to uwielbiam słuchać oraz pytać mieszkańców o zdanie. Nie boje się innych opinii i sam chętnie rewiduję własne.

Kiedy pytam mieszkańców o zdanie to nie oznacza, że nie mam własnego. Chcę poznać inne spojrzenie na problem, ponieważ rozmawiamy o naszej wspólnej przestrzeni. Ale podkreślam również, że zapraszając do współdecydowania, zapraszam też do współodpowiedzialności za wprowadzane zmiany. Stoisz z boku i nie masz zdania, to nie powinieneś mieć też pretensji, że ktoś za ciebie tych zmian dokonuje.

Na warsztatach mieszkańcy mówili nam, że w niektórych miejscach brakuje przystanków, czy dobrych chodników. Czekają na łączone przystanki autobusowo-tramwajowe. 

- Każda taka uwaga jest dla mnie ważna, ale sam też przyglądam się naszemu miastu. Jestem przekonany, że na wszystko trzeba mieć plan. Nie zapominamy o mniejszych przestrzeniach czy niewielkich fragmentach chodników. Nawet jeżeli czegoś nie robimy od razu, nie oznacza to, że nie wpisujemy inwestycji w plan. Chodzi o to, by miasto zmieniać systemowo i w sposób spójny. Wolę unikać działania ad hoc, ponieważ wtedy kuszą tymczasowe rozwiązania problemów. Rzecz w tym, że potem kosztują one więcej niż powinny.

Wróćmy do wizji. Przebudowa dworca, jego okolicy i budowa centrów przesiadkowych nie sprawdzi się, jeżeli w Dąbrowie Górniczej nie zmieni się siatka połączeń autobusowych. Kiedy poznamy szczegóły w tej sprawie? 

- Rozmawialiśmy na ten temat z mieszkańcami, którzy korzystają z komunikacji miejskiej, jak i z tymi, którzy jeszcze tego nie robią. Na podstawie tych rozmów stworzyliśmy społeczny model komunikacji miejskiej w Dąbrowie Górniczej, który przekazaliśmy Zarządowi Transportu Metropolitalnego. Obecnie wspólnie pracujemy nad tym, żeby za kilka miesięcy pokazać szczegóły.

Marcin Bazylak, prezydent Dąbrowy GórniczejFot. materiały Urzędu Miasta w Dąbrowie Górniczej

Zmiany będą duże?

- Tak. Odrzucamy to, co było do tej pory i chcemy komunikację w mieście zbudować od nowa. Łamiemy schematy po to, by odpowiedzieć na nowe potrzeby mieszkańców. Dziś ludzie pytają mnie, dlaczego nie mogą dojechać szybko z jednego miejsca w drugie. Nie mogą, bo w ciągu lat zmieniło się miasto, zmieniły się potrzeby przemieszczania, a KZK GOP wolał nic nie zmieniać. Płaciliśmy za nieefektywną komunikację, a nie stać nas na to.

A na co stać? 

- Na to, by mieć porządną i komfortową komunikację miejską, ale ze starego układu linii autobusów nie powinno zostać tak naprawdę nic. Chcę, żeby osoby, które z różnych powodów nie mają auta, mogły korzystać z miasta, a nie prosić innych o podwózkę samochodem. Dziś często się tak dzieje, ale mocno wierzę, że zmiana to tylko kwestia czasu.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.