Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Zdalna nauka, która od ponad roku stała się codziennością uczniów i nauczycieli, to jedna z twarzy pandemicznych obostrzeń. Większość na nią narzeka. Wskazuje, że brak bezpośredniego kontaktu ucznia i nauczyciela odbija się negatywnie na zdobywaniu wiedzy.

– Pamiętam, że moje pierwsze doświadczenia ze zdalną nauką też przyprawiały mnie o ból głowy. Część dzieci w ogóle nie miała narzędzi, żeby się połączyć. Te, który spotykały się ze mną w wirtualnym świecie, początkowo były nim tak pochłonięte, że cierpiały na tym zajęcia. Był zbyt duży hałas, mnożyły się niepotrzebne pytania. Szybko zorientowałem się, że dzieci nie są w stanie wychwycić wszystkiego, co chcę im przekazać – mówi Marcin Włoch, nauczyciel Zespołu Szkół Prywatnych nr 1 w Sosnowcu przy ul. Maliny.

Żart na trudne chwile

Mieszkający w Będzinie pedagog stracił też z powodu nauki online narzędzie, po które często sięgał podczas lekcji. – To tzw. reset. W czasie lekcji, gdy widziałem, że tracę zainteresowanie uczniów, pozwalałem sobie na żart, który odrywał ich na chwilę od obowiązków, od narracji. Ta chwila na uśmiech pozwalała potem wrócić i pracować z lepszą jakością – dodaje. Z tego wszystkiego, co uwierało Marcina Włocha w czasie zdalnych lekcji, zrodził się pomysł, żeby dać dzieciom rozwiązanie, które pozwoli im uczyć się, uśmiechać, a przy tym – zachowując pandemiczne zasady – pozostać przed ekranem komputera.

 

– To mogła być końcówka marca ubiegłego roku. Powoli docierało już do nas, że zdalne lekcje to nie będzie epizod, który szybko odejdzie do przeszłości. Postanowiłem wtedy, że nagram wideo na temat, który właśnie przerabiamy. Pomyślałem, że dzieci mogłyby do niego wracać, inspirować się nim, wykorzystywać, gdy przyjedzie czas na powtórkę – mówi.

Historyk w świecie youtuberów

Marcin Włoch wszedł do świata youtuberów. Świata, którego wcześniej zupełnie nie znał. – Miałem tylko telefon i dobre chęci. W internecie znalazłem samouczek, jak się do tego zabrać od strony technicznej. Uczyłem się wszystkiego na sobie. Początkowo poskładanie trwającego kilkanaście minut filmu zabierało mi kilka godzin. Na początku było słychać tylko mój głos. Ten też nie był najlepszej jakości. Z czasem zainwestowałem w lepszy sprzęt. Mikrofon, a potem i lustrzankę, na której nagrywam lekcje do dziś – zaznacza nauczyciel, którego twarz pojawia się już w jego filmach.

Filmów publikowanych pod hasłem „Historia by Marcin Włoch” powstało już ponad 200. Zaczęło się od tematu „Najazdy mongolskie” dla klasy 1 LO. Gdy rozmawiamy, właśnie ukazał się film „Klasa 6 - Epoka Napoleona Bonaparte. Francuzi się cieszyli, a Europa?”.

– Pokonałem długą drogę w temacie internetowych produkcji wideo. Zmieniałem tło, wyciszałem intro... ale przede wszystkim zacząłem się tym bawić. Staram się mówić do uczniów przystępnym językiem. W narracji używam słów, które słyszę u swoich uczniów. To ma być jasny i ciekawy przekaz – podkreśla.

Śladami kodu Leonarda da Vinci

Najpopularniejszy film nauczyciela z Sosnowca ma ponad 10 tysięcy odsłon to „Klasa 5 - Średniowieczne miasto i wieś”. To pokazuje, że filmy Marcina Włocha oglądają nie tylko jego uczniowie. – Wiem, że nie brakuje nauczycieli historii, którzy sięgają po moje filmy, żeby urozmaicić swoje lekcje. Dostaję pozytywne komentarze od maturzystów, którym moje produkcje pomagają przygotować się do egzaminów. Dużą wagę przywiązuję do tego, żeby przygotować moich uczniów do udziału w konkursach z wiedzy historycznej. Filmiki mają sprawić, żeby w ich głowach zostało jak najwięcej wiedzy – mówi.

Marcin Włoch omówił już w swoich filmach cały materiał klasy piątej podstawówki oraz pierwszej klasy liceum. Teraz opracowuje zakres wiedzy z klasy szóstej SP i drugiej LO. – Filmy będą powstały także, gdy pandemia i obostrzenia z nią związane wygasną. Myślę, że uczniom będzie łatwiej przyswoić i zapamiętać wiedzę, gdy po skończonych lekcjach, już w zaciszu domu, jeszcze raz będą mogli wsłuchać się w to, co chcę im przekazać – mówi Marcin Włoch, który produkuje również filmy, w których analizuje symbolikę obrazów Jana Matejki.

– Jest „Kod Leonarda da Vinci” Dana Browna, ale jest i ukryta symbolika obrazów wielkiego mistrza malarstwa. Swoisty „kod Jana Matejki”. Analiza obrazów też daje mi dużą satysfakcję. To wiedza, która często wykracza poza program nauczania. Czasem jednak warto sięgnąć myślą głębiej niż za ramy, które wyznacza 45 minut trwania lekcji – kończy.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.