Ukraińcy nie potrzebują ubrań, a leków, środków opatrunkowych, kamizelek kuloodpornych, powerbanków i wszystkiego, co pomoże nieść pomoc żołnierzom, którzy bronią swojej ojczyzny.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dawid Bochenek, społecznik z Dąbrowy Górniczej, po powrocie z Korczowej – gdzie ruszył w ramach konwoju humanitarnego – opublikował na FB post, w którym dzieli się swoimi spostrzeżeniami i doświadczeniami. "Nie są to jedynie nasze subiektywne odczucia, lecz przede wszystkim porady udzielone nam przez służby mundurowe" – zaznacza.

  • Należy ograniczyć przyjazdy "na własną rękę" samochodami osobowymi, gdyż powoduje to utrudnienia w ruchu oraz blokuje dostęp do strategicznych miejsc pomocy.
  • Przed wyjazdem konieczna będzie konsultacja z miejscowymi służbami lub urzędami w danej miejscowości/przejściami granicznymi.
  • Przede wszystkim upewnijcie się, gdzie najbardziej potrzebują pomocy – niektóre punkty są mało rozpowszechnione i brakuje tam rąk do pomocy, zaś w innych często zdarza się, że liczba wolontariuszy przewyższa liczbę osób potrzebujących.
  • Nie zabierajcie ze sobą ubrań, magazyny już ich nie przyjmują, jest ich zdecydowanie za dużo!
  • Centralizujmy zbiórki! Dołączajcie do istniejących już inicjatyw, znacznie usprawni to proces segregacji darów i koordynację poszczególnych punktów" – punktuje.Konwój humanitarny w drodze do Ukrainy, arch. czytelnika

Słowa Dawida Bochenka potwierdza Oksana Hamar. Mieszkanka Lwowa organizowała turystyczne wyjazdy Polaków do tego miasta, a dziś zajmuje się organizacją pomocy dla batalionów medycznych.

– Szkolimy ludzi, którzy są gotowi ruszyć potem na front i do broniących się miast, tak żeby nieść pomoc żołnierzom i ochotnikom, którzy mogą ucierpieć w trakcie wykonywania rozkazów – mówi. – Potrzebujemy przede wszystkim środków medycznych, ale i kamizelek kuloodpornych. Na Ukrainie nie można ich kupić, więc przesyłanie do nas pieniędzy nic nie da. Polacy, którzy chcą nieść pomoc, muszą to zrobić na własną rękę, u siebie. Będziemy wdzięczni za każdą okazaną pomoc.

Z Oksaną skontaktowaliśmy się za sprawą Jolanty Kostur-Lasoń. Mieszkanka Dąbrowy Górniczej zaangażowała się w zbiórkę darów dla potrzebujących z Ukrainy, a teraz apeluje, żeby pieniądze – na organizację batalionów medycznych - wpłacać za pośrednictwem Stowarzyszenia „Amma – Polska" ul. Sienkiewicza 27/16 90-114 Łódź NIP: 915 17 61 960.

Nr konta 56 1050 1575 1000 0090 6993 0775

Z dopiskiem - DAROWIZNA DLA WOLNEJ UKRAINY. Darowiznę będzie można odpisać od podatku.

– Jedno jest pewne – trzeba działać szybko. Potrzeba również powerbanków, latarek. Część rzeczy staramy się kupić sami. W czasie zakupów w Leroy Merlin, gdy tylko powiedzieliśmy, że to dla Ukraińców, to od razu dostaliśmy 30 proc. zniżki – mówi.

Jolanta Kostur-Lasoń proponowała Oksanie, żeby ta przyjechała do Polski. Kobieta, która wychowuje niewidomego syna, postanowiła jednak zostać w swoim kraju.

– Luka trafił do moich rodziców, którzy mieszkają w Mościskach – nieopodal granicy z Polska. Ja zostałam we Lwowie. Tu jest względnie spokojnie. Czasem tylko zawyją syreny. Wtedy biegniemy do schronów – mówi Oksana, która dwa dni temu opublikowała film, na którym Luka gra na gitarze utwór, który sam skomponował.

– To mój mały muzyk... Napisał muzykę o tym, co dzieje się na Ukrainie. Jest niepokojąca jak czasy, w których przyszło nam żyć – mówi ze smutkiem Oksana Hamar.

Więcej informacji na temat zbiórek i akcji pomocowych w Dąbrowie Górniczej znajdziecie tutaj. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem